I wanna take you somewhere so you know I care
But it's cold I don't know where
I brought you daffodils in a pretty springs
But they won't flowers like they did last spring
Z dedykacją dla Natalii. Największej fanki Klaroline i wspaniałej przyjaciółki.
****
Drogi Pamiętniku
Drogi Pamiętniku
Coraz bliżej zakończenia szkoły... Stało się to, czego najbardziej pragnęłam. Mogę ukończyć szkołę tak, jak planowałam. Zdać maturę i pójść na studia. Mimo tego jednak, ostatnio miałam wątpliwości, czy to się uda. Silas przepadł na dobre. Jestem szczęśliwa. Dostrzegam zalety rozstania z Tylerem. Tak samo jak dobre strony bycia z powrotem zwyczajnym człowiekiem. Odchodząc, Silas rzucił potężne zaklęcie puryfikacji, mające na celu pozbawienie nieśmiertelnych ich wampirzego genu. Razem z wrogiem odszedł Jeremy, co strasznie przeżyły Elena i Bonnie. Martwię się o nie. Ale jest kolejny plus! Damon wyparował z Mystic Falls. Elena dochodziła do siebie po tym jakiś czas, ale tak jest dla niej lepiej. Nie pomógł by jej. Dziwiło mnie to, ponieważ jeśli Salvatore mówił jej wielokrotnie jak ja bardzo kochał, czemu odszedł bez nawet słowa pożegnania? I to z kim! Widocznie Katherine, nawet jako człowiek, lubiła motać innymi, a Damon ponownie poddawał się jej gierkom. Bonnie nie chciała uczestniczyć w balu, nie mogłam jej zmusić. Widziałam jej cierpienie i znałam uczucie, które jej towarzyszyło. Ale to było i minęło. Po naszej ostatniej rozmowie Bonnie zapewniła mnie, że czuje się lepiej, ale wciąż nie na tyle, by się spotkać. Kazała mi dopilnować, aby wszystko się udało. Spełnię jej życzenie. Zbliżał się bal. Moment, który dokładnie miałam zaplanowany już od ukończenia szkoły podstawowej.
Blondynka oderwała się na chwilę od zielonego notatnika, który trzymała w dłoni, i spojrzała na zegar. Wskazywał piątą trzydzieści, co znaczyło, że jest jeszcze wcześnie, ale coś nie dawało jej spokoju. Niby nie miała już powodów do obaw. Jedyne, czym powinna się martwić, to tym, że w ostatniej chwili coś może pójść nie tak z dekoracjami na imprezę. Uroczystość miała się odbyć w najbliższą sobotę, ale mimo czasu dalej jest ryzyko, że gdzieś coś się uszkodzi. Zerknęła na drobno napisane litery i cicho westchnęła pod nosem. A co jeśli to nie koniec? Mogła się tak zadręczać, ale wcale nie musiało by tak być. Mogłaby zapomnieć i dalej marzyć o swoim idealnym życiu, które wiodła zanim w jej życiu pojawiły się wampiry. Tak, tak miała zamiar postąpić. Energicznie wstała z łóżka i podeszła do lustra, w którym ujrzała piękną, wysoką blondynkę, na twarzy której widać było objawy niespokojnej nocy. Dłonią przeczesała włosy i udała się do łazienki, gdzie wzięła długą odprężającą kąpiel.
Bal miał odbyć się już za kilka godzin. Wszystko było gotowe. Dekoracje zgadzały się z jej planami, które snuła już od kilku lat. Wszystko musiało wyglądać bajkowo. Lizz Forebs chciała, aby jej jedyna córka czuła się wyjątkowo. Postanowiła wziąć wolne, aby spędzić razem dzień z jej pociechą, która wchodziła w kolejny etap w swoim życiu. Obie kończyły dopinać wszystko na ostatnie guziki. Z twarzy dziewczyny ani na chwilę nie znikał uśmiech. Tego jej brakowało. Nie pamiętała już, kiedy tak dobrze dogadywała się z swoją rodzicielką. Z podziwem patrzyła na piękną, długą ciemnoniebieską sukienkę z delikatnego materiału, którą podtrzymywały ramiączka w tym samym kolorze, ozdobione mieniącym się srebrnym brokatem. Przyglądała się jej, rozmyślając o darczyńcy, który podarował jej obiekt podziwu. Klaus... Za samo pomyślenie o nim skarciła się w myślach. Miała o nim nie myśleć, tak jak i o reszcie. Jednak kiedy wyciągnęła kreację z pokrowca, natychmiast stwierdziła, że będzie idealna na tą okazję.
Wcześniej poszukiwała czegoś, co by dorównywało podarunkowi od Mikaelsona. Jednak było to dość trudne. Suknia pozornie była prosta, ale miała w sobie to coś, co urzekało. Zastanawiała się, jak daleko jest mężczyzna. Ponownie skarciła się w myślach. Nie powinno ją interesować, co się z nim stało po czarze Silasa. Oderwała wzrok i podeszła do okna. Było słonecznie. Przymknęła oczy i rozkoszowała się ciepłem, padającym na jej twarz. Przypomniała sobie o Elenie i Bonnie. Było jej przykro, że Bonnie nie chciała uczestniczyć w tak ważnym dla niej wydarzeniu, ale nie mogła naciskać. Pozwoliła odjechać jej w spokoju do Denver, gdzie postanowiła nosić żałobę po Jeremym. Natomiast najmłodszy sobowtór cieszył się swoim ludzkim życiem. Przerwała tą przyjemną chwilę i chwyciła za telefon wystukując na ekranie szybką wiadomość, w celu upewnienia, czy nie potrzebuje pomocy.
Elena: U mnie wszystko w porządku, ale co do pogody nie miałabym pewności że nie zacznie padać.
Caroline poczuła jak zalewa ją fala złości. Niedowierzając ponownie sprawdziła pogodę. Elena miała rację. Mogła zaryzykować i pozostawić wszystko tak, jak miało być. Zbliżało się południe, a czasu na podjęcie decyzji było coraz mniej. Chwyciła znowu za telefon i zebrała całą sekcję odpowiedzialną za dekoracje przedsięwzięcia. Jeśli chciała być zapamiętana jako królowa tego Liceum, musiała pokazać że niczego się nie boi. Zabrała się do działania. Opuściła szybko dom i pojechała do różanych ogrodów na granicy Mystic Fall. Gorączkowo chodziła z miejsca w miejsce, nadzorując wszystko. Zauważyła kilka dziewczyn przenoszących białe lampiony, a najbardziej zdenerwowała ją rudowłosa niezdarna dziewczyna.
- Delikatnie! - Upomniała ją w chwili, gdy o mały włos nie upuściła dekoracji
Godziny mijały powoli, jakby wskazówki nie miały zamiaru się ruszać. Zerknęła na zegarek który teraz wskazywał czternastą. Coraz mniej było czasu, by dokończyć i posprawdzać. Każda para rąk była przydatna, więc zaprosiła do pomocy pozostałych uczniów. Jadąc do szkoły zastanawiała się, skąd wzięło się w niej tyle agresji. Wpatrywała się uważnie w jezdnię. Miała ten dzień spędzić spokojnie. Przygotować się starannie. Los chciał inaczej.
Na parkingu przed szkołą stała brunetka w towarzystwie Stefana. Stali od siebie w niewielkiej odległości. Chłopak uśmiechnął się do Forebs i cała trójka powędrowała do szkoły. Dzięki temu, że Caroline zadzwoniła do Eleny aby ta poinformowała dyrektora o zmianie planu nie musieli teraz męczyć mężczyzny. Przenoszone dekoracje zostawały ustawiane. Przyjaciółki patrzyły na podest dla króla i królowej Balu. Obie marzyły o tym, aby być królową, ale doskonale wiedziały, że tylko jedna z nich może nią zostać. Blondynka postanowiła tego wieczoru zagłosować na Elenę. Wiedziała, że dobrze jej to zrobi. Po stwierdzeniu przez dziewczyny, że czas pomóc reszcie, rozdzieliły się i każda poszła w swoją stronę.
- Co za koszmarny dzień. - Myśli Caroline melancholijnie lawirowały, a sama blondynka westchnęła, przenosząc spojrzenie za jeszcze słoneczny krajobraz za oknem
Nie tak miało być. Udała się do kantorka woźnego. Musieli zrobić jeszcze próbę świateł. W duchu modliła się, aby wszystko działało. Marzyła o tym, by wrócić już do domu i zająć się przygotowaniami, które wcześniej zaplanowała. Zapukała w niebieskie, metalowe drzwi, jednak nie usłyszała żadnego głosu. Może mężczyzna spał? Uznała to za pozwolenie. Ku jej rozczarowaniu nie było tam nikogo. Z westchnieniem wyszła przeszukać szkołę. Przemierzała budynek powoli i dokładnie. Po kilku minutach pojawił się obiekt jej poszukiwań.
- Witaj kochana. - Męski baryton odezwał się tuż za jej plecami.
Brytyjki akcent, który przed chwilą usłyszała, przyprawił ją o dreszcze. Nie mogła się odwrócić. Wydawało by się, że to halucynacje, jednak to nie było to. Działo się to naprawdę.
- Nie jesteś ciekawa, czemu tu jestem? - Rozmówca zagadnął do niej ponownie.
Raz, dwa, trzy. - Forbes odliczała w myślach.
Powoli odwróciła się w stronę mężczyzny. Stał przed nią, zdecydowanie za blisko, jak na jej gust. Patrzył na nią, tymi swoimi intensywnie niebieskimi oczami. Był ubrany w czarną koszulkę, idealnie dopasowaną do jego torsu, oraz ciemne dżinsy. Na jego ustach pojawił się szeroki uśmiech, lecz jej spojrzenie powędrowało na jego usta, które otwierał mówiąc coś. Była zbyt oszołomiona, aby zrozumieć to co mówił do niej Mikaelson, który odebrał to jako przyzwolenie. Zmniejszył odległość między nimi do zera.
- Ty... - Głos dziewczyny wyraźnie drżał.
Otworzył usta, aby coś powiedzieć, jednak nie było mu dane wypowiedzieć żadnego słowa.
-Miałeś odejść! - Odezwała się, przybierając ton, którego używała, kiedy była rozdrażniona. - Miałabym być szczera! I byłam!
Uwielbiał oglądać ją w tym stanie. Jednak nie potrwało to długo położyła dłoń na jego klatce piersiowej i odepchnęła go od siebie. Nie zniechęciło go to ani trochę. Wręcz przeciwnie.
- Oczywiście, odejść... - Stwierdził zamyślony Klaus. - Ale musiałem też wrócić. By być twoją ostatnią i jedyną miłością